top of page
18720033.jpeg

Biała Dama

Francja

7 – 14 czerwca 2007

Masyw Mont Blanc, co w języku polskim oznacza Biała Góra, a przez niektórych nazywany jest również Biała Dama, znajduje się na pograniczu Francji i Włoch. Jego najwyższy wierzchołek wznosi się na wysokość prawie 4810 metrów nad poziomem morza. Prowadzi na niego wiele dróg wspinaczkowych, zarówno od strony francuskiej jak i włoskiej. My postanowiliśmy zmierzyć się z górą rozpoczynając wędrówkę z francuskiej miejscowości Les Houches w pobliżu sławnego kurortu Chamonix. Do prowadzonej przeze mnie wyprawy dołączyli Albert, Michał, Piotrek i Krzysiek. Cel był oczywisty, wejście na najwyższy szczyt Alp (a może i całej Europy).

Wybrana droga, choć nie trudna technicznie, jak każdy szczyt gór wysokich wymagała odpowiedniego przygotowania kondycyjnego i technicznego. Niezbędnym ekwipunkiem obok odpowiedniego wyżywienia, ubioru i sprzętu biwakowego okazał się sprzęt wspinaczkowy. Każdy uczestnik wyprawy wyposażony był w czekan, raki, kask, uprząż asekuracyjną, oraz zestaw taśm i karabinków. Dodatkowo cały zespół posiadał linę 50 metrową, śruby lodowe i łopaty śniegowe do kopania platform pod namioty. Z takim ekwipunkiem i po pokonaniu 1800 kilometrów od Łowicza znaleźliśmy się w stolicy francuskiego alpinizmu, u stóp Mont Blanc.

8 czerwca po przepakowaniu ekwipunku i zrobieniu ostatnich zakupów ruszyliśmy w góry. Pierwszy dzień to podejście świerkowo-limbowym lasem po stromo nachylonym zboczu zielonej doliny. Trasa marszu prowadziła wyraźną ścieżką, a przed naszymi oczami co chwila otwierały się wspaniałe widoki na ośnieżone, alpejskie szczyty. Po kilku godzinach od wyruszenia z Les Houches i pokonaniu około 1000-metrowego przewyższenia dotarliśmy w pobliże górnej stacji nieczynnej kolejki linowej, na wysokość 2077 metrów (Col du Mt Lachat). Tu rozbiliśmy pierwszy obóz i posileni położyliśmy się spać.

Następnego dnia czekało na nas kolejne 1000-metrowe podejście. Marszruta początkowo prowadziła wzdłuż torów kolejki szynowej tzw. Tramway du Mont Blanc, lecz po osiągnięciu końcowej jej stacji i wysokości 2372 metry nad poziomem morza (Le Nid d'Aigle) przeszła w nikłą ścieżkę, ciągnącą się najpierw łagodnym a w końcowym odcinku mocno eksponowanym grzbietem skalnym. Trudności techniczne początkowo niewielkie w pewnym momencie zmusiły nas do założenia raków i asekuracji czekanem. Późnym popołudniem udało nam się dotrzeć w miejsce kolejnego obozu, w okolice schroniska Tete Rousse, na wysokość 3167 metrów.

Kolejny dzień wyprawy był najbardziej niebezpieczny i trudny technicznie. Podejście, choć krótkie, rozpoczynało się od przekroczenia żlebu zagrożonego spadającymi kamieniami ze słynnego Wielkiego Kuluaru, a następnie prowadziło bardzo stromo nachylonym kolejnym kuluarem o średniej ekspozycji 70 stopni. Całą drogę wspinaliśmy się związani liną asekuracyjną, w trudniejszych momentach budując stanowiska bądź wpinając się w stalowe liny poręczowe. Mino, iż różnica wysokości, jaką pokonywaliśmy wynosiła zaledwie 700 metrów dotarcie do schroniska Refuge de l'Aig du Gouter, znajdującego się 3817 metrów nad poziomem morza zajęło nam większość dnia. Zmęczeni wspinaczką i mocnymi wrażeniami rozpoczęliśmy regenerację sił i przygotowania przed mającym nastąpić następnego dnia atakiem na szczyt Mont Blanc.

Wyjście zaplanowaliśmy na 3 w nocy. Zasadą wspinaczki wysokogórskiej jest rozpoczynanie ataków szczytowych na tyle wcześnie, by stanąć na wierzchołku przed południem. W górach wysokich po południu często zmienia się pogoda, rozbudowują się chmury i spada widoczność. Wtedy to trzeba być już po zejściu ze szczytu, w bezpiecznym miejscu biwakowym. W naszym przypadku pogoda w dniu ataku od początku nie była najlepsza. Podchodziliśmy w gęstej chmurze całą swoją orientację opierając na wydeptanej przez poprzedników ścieżce. Niestety z czasem i ona przestała być widoczna zasypana nawianym śniegiem.

Tuż po świcie, na wysokości wierzchołka Dome du Gouter (4304 m n.p.m.), chmury na szczęście się rozwiały i oczom naszym ukazał się główny szczyt Białej Damy. Kiedy wydawało się, że nic już nie jest w stanie przeszkodzić nam w dotarciu na jej wierzchołek, zaczął wiać silny wiatr. Jedyną możliwą decyzją w takich warunkach był odwrót, zwłaszcza, że mocno rozbudowujące się chmury już na początku dnia nie wróżyły najlepiej. Musieliśmy uznać wyższość góry i po dojściu do schronu Vallot na wysokości 4347 metrów zawróciliśmy w kierunku schroniska Gouter i naszego noclegu.

To ważne, nie tylko w górach wysokich, by pierwsze niepowodzenie nie odebrało chęci przed następną próbą, a nawet zadziałało na naszą korzyść. Z takim też postanowieniem nieudany atak uznaliśmy za potrzebne wyjście aklimatyzacyjne jeszcze bardziej przystosowujące nasze organizmy do dużej wysokości. Następnego dnia, 12 czerwca, miało nastąpić ponowne rozdanie.

Atak rozpoczęliśmy o 4 w nocy w podobnych warunkach atmosferycznych jak dnia poprzedniego. Podążaliśmy zwartą grupą razem z innymi zespołami wspinaczkowymi. Świt przywitał nas nagłym przejaśnieniem i pięknym wschodem słońca. Na nasze szczęście nie towarzyszył mu silny wiatr, co było zwiastunem dobrej pogody w ciągu dnia. Po osiągnięciu wysokości schronu Vallot podążaliśmy dalej mocno eksponowanym stokiem śnieżnym, co chwilę mijając lodowe seraki (ogromne bryły lodu oderwane od głównego lodowca) i głębokie szczeliny. Bezpieczeństwo w takich warunkach zapewniał nam sprzęt wspinaczkowy i wspólne związanie liną. Końcowy etap wspinaczki stanowiło ekscytujące podejście długą granią, rozdzielającą schodzące stromo w dół zbocza góry. O godzinie 10:10, w pełnym słońcu i zupełnej ciszy zdobyliśmy Mont Blanc, najwyższy szczyt Alp. Cel wyprawy został osiągnięty 4810 metrów nad poziomem morza.

Na wierzchołku stanęło czworo uczestników wyprawy. Spędziliśmy tam prawie godzinę, fotografując oraz dzieląc się radością z pozostałymi wspinaczami i znajomymi z Polski poprzez telefon komórkowy. Po 3-godzinnym zejściu znaleźliśmy się ponownie w bezpiecznym i ciepły schronisku, mając w pamięci każdy krok podejścia na Białą Górę.

Wyprawa wspinaczkowa na Mont Blanc

B
i
a
ł
a

D
a
m
a

bottom of page